Zatem… będziesz Tatą.
Wspólnie z partnerką wpatrywaliście się w kreseczki wyświetlone na teście ciążowym? A może ona zadzwoniła tuż po wizycie u ginekologa? Wypadałoby oszaleć ze szczęścia, wymachiwać rękami, kupić kwiaty i płakać z radości – tego pewnie oczekiwałaby przyszła mama. Nawet jeśli uda Ci się dzielić z nią tę radość, to jednak idę o zakład, że gdzieś tam w środku ciśnie Ci się na usta: o żeż!

Pomijając sens naszego istnienia: ewolucyjny i kulturowy, a także oczekiwania rodziny, mamy wrażenie, że wpakowaliśmy się w niezłe tarapaty, a co za tym idzie – możemy zapomnieć o dotychczasowym, w miarę beztroskim, życiu, do którego w tym momencie odczuwamy nagle głębokie przywiązanie. Niestety, „żałobę” po stracie musimy przeżywać „w środku”, tak, by nie zakłócać wielkich przygotowań i wyobrażeń snutych na temat potomka, postrzeganego przez nas w tym momencie jako wrednego intruza, który w pięć minut pozbawia nas możliwości wyjść z kumplami, snu do jedenastej i paru innych przyjemności. Jak więc ludzkość przetrwała? Jak to się stało, że obowiązujący model rodziny jednak świetnie się sprawdza od tysięcy lat, a facet, gdy zrobi swoje, nie znika?

W moim przypadku „coś” zaskoczyło przy drugiej wizycie w gabinecie lekarskim, w chwili gdy na monitorze zobaczyłem kosmitę z bijącym serduszkiem. U niektórych z Was będzie to może moment przecięcia pępowiny albo pierwsze uśnięcie z dzieckiem na kanapie. W każdym razie istnieje coś, co nazwę instynktem tacierzyńskim, i to on sprawia, że nie tylko jakoś znosimy wspomniane wyżej straty, lecz także przeżywamy być może najbardziej ekscytujące chwile naszego życia.

Wróćmy na chwilę do rzekomej utraty, którą postrzegamy czasem jak utratę raju. Czy rzeczywiście musimy rezygnować z rzeczy, które lubimy? Z chwil, gdy możemy myśleć tylko o sobie? Wiele zależy oczywiście od relacji z partnerką, jednak zaspokoić własne ego, do niedawna karmione prostymi przyjemnościami, można równie dobrze świadomością i poczuciem własnego statusu w świecie naszego maleństwa. Prawdopodobnie po raz pierwszy czyjeś życie zależy od nas w tak dużym stopniu. Jesteśmy superważni i potrzebni, a drobne gesty typu zmiana pieluszki czy delikatne trzymanie dziecka w kąpieli budzą prawdziwy zachwyt i poczucie bezpieczeństwa u naszej ukochanej. Znowu jesteśmy samcami – podziwianymi, z którymi trzeba się liczyć, od których tak wiele zależy.

A co z tymi naprawdę prostymi potrzebami – poczuciem własnej atrakcyjności wiążącym się z zainteresowaniem, najchętniej płci przeciwnej? Jeżeli zapomniałeś już, gdzie jest najbliższa siłownia i przestałeś potrzebować grzebienia, to Twój największy atut, Twój przyciągający spojrzenia pań Skarb… smacznie śpi w łóżeczku. Osobiście uwielbiam spacery z Julkiem do parku, gdzie jako jedyny facet przechadzam się wśród młodych mam – byle karmienie butelką czy wspólna zabawa z synkiem w piaskownicy budzą tam płynące zewsząd zalotne spojrzenia i uśmiechy. Jeżeli tego Wam mało, to polecam np. nosidło. Widok malucha śpiącego w nosidle czy chuście na tatusiowym brzuszku z jakiegoś powodu sprawia, że stajemy się dla ludzi z zewnątrz wręcz wzorem ojcostwa, czyli męstwa, odpowiedzialności, opiekuńczości, spolegliwości itp.

Dziecko w każdym wieku daje możliwość zrobienia czegoś dla siebie, bez zaniedbywania rodziny, tak abyśmy ani my sami, ani nasi najbliżsi nie mieli poczucia straty. I drogi Chłopie, pamiętaj o najważniejszym: za kilka lat będziesz miał w końcu powód, aby kupić dziecku (tę wersję przyjmijmy) wymarzoną konsolę do gier!

Bartek Guentzel
Tata Julka (2,5 roku)