Jadalnio – stołówka, śniadanie. Dziś był trudny początek dnia. Moja dwuipółlatka wstała lewą nogą. Wszyscy rodzice wiedzą co to może oznaczać.

Zatem na środku stoi moje złote szczęście w fazie buntu i płacze. Booo… bo tak. Nie mogę chwilowo się nią zająć, ponieważ ładuję drugi skarb (roczna druga córka, na szczęście spokojna) do krzesełka.

Naglę słyszę:
– Czyje to dziecko tu stoi???
– Bezdomne – odpowiadam w złości (nie wiem czy Paniusia to usłyszała).

Paniusia ma dorosłego syna. Z szaliczkiem owiniętym wokół szyi i w modnych w kroju spodniach. Męża z brzuszkiem. Sama w kozaczkach na obcasach, wymalowana, twarz zdradza dawne lata świetności, ale też tony makijażu i może papierosków, które ją zniszczyły. Czemu ona tu mieszka zamiast w jakimś pięknym hotelu?

No dobrze. Zatem. Droga Paniusiu. Jeśli nie możesz pomóc, to uwierz, Twój złośliwy tekst nic nie zmieni. Nadal będziesz musiała słuchać biednego dwulatka, który akurat chce równocześnie mieć suche płatki i z mlekiem, otwartą torebkę i zamkniętą, zjeść ciasteczko, ale żeby nadal było.

Może zapomniałaś jak to było? A może masz tylko jedno dziecko i akurat mogłaś poświęcić mu całkowicie uwagę? A może było „wytresowane” odpowiednio i w stołówkach się nie „darło”?

Tak czy siak daruj sobie. Ja matka już wyszkolona przez dzieci i chcąca być w zgodzie ze sobą nie zareaguje wg Twoich oczekiwań. Nie uciszę tego dziecka w dwie sekundy. Nie dałam sobie takich narzędzi. Nie mam strasznych tekstów w rękawie typu „bądź cicho bo Cię zje czarownica”, albo „siadaj grzecznie bo dostaniesz w ucho”. Najpierw zadbam o bezpieczeństwo młodszej córki, a potem spróbuję uspokoić dwulatka. Może być jednak różnie.

Mimo moich tłumaczeń dwulatek nadal będzie potrzebował ruchu. Nie będzie siedzieć spokojnie na krześle. Będzie chodzić krok w krok za tatą, albo przebiegnie się między stolikiem a szwedzkim stołem. Nic nie da to, że setny raz poinformuję, że wrzątek jest gorący a po stołówce się chodzi… Zwolni, na dwie sekundy. A ja wiem, że jeśli wstanę do niej, młodsza zacznie płakać wniebogłosy, że zostawiam ją samą. Nie szkodzi, że siedzi obok tata.

Droga Paniusiu. To, że pytasz „czyje to dziecko?”, „nie można się nią zająć?” itp. nie pomaga. Ośrodki mają to do siebie, że mogą do nich przyjechać rodziny z dziećmi i grupy studentów. Jedni będą głośni rano, drudzy będą imprezować wieczorem. Nic się z tym nie da zrobić.

Zatem, cóż. „To dziecko” jest czyjeś. A Twoja pełna sarkazmu mina nic nie zmieni. Doda Ci kolejnej zmarszczki.

Mam nadzieję, że się już nie spotkamy.

Zuza Jabłońska
czasem wkurzona
mama dwóch córek

Ps. Dziękuje Pani Babci spotkanej na szklaku, za pomoc w sprowadzeniu ww. dwuipółlatki z doliny Strążyskiej na sam dół. Razem w miłej atmosferze, trzymając nas za rączki, córka przeszła całą drogę z uśmiechem na twarzy. Naprawdę można pomóc jeśli się chce:)

Photo credit: greg westfall. via Foter.com / CC BY