Określenie „niejadek” pojawia się w słowniku prawie wszystkich rodzin z małymi dziećmi. Szczęśliwie, jeśli pojawia się tylko na moment. Jak postępować i czego nie robić, aby problem przysłowiowego „Tadka niejadka” nie dotknął właśnie naszego malucha?

jak-z-malego-tadkaWarto poświęcić chwilę na zastanowienie się, jaka jest przyczyna, że zaczynamy myśleć o naszym dziecku jako o niejadku. Najczęściej dzieje się tak wtedy, gdy malec nie zjada tyle, ile oczekujemy, albo odmawia jedzenia i trzeba „ganiać za nim z łyżeczką, żeby zjadł chociaż troszkę”. W pierwszej sytuacji aż korci, żeby zapytać, skąd ten, kto nakłada dziecku porcje, wie, jaka będzie odpowiednia. Może to nie dziecko zjada za mało, tylko opiekun przygotowuje za dużo, mierząc swoją dorosłą miarą?

Pogoń za uciekinierem

Odmowa przez dziecko jedzenia może mieć kilka przyczyn, z których najważniejsza to brak uczucia głodu w danej chwili. Dziecko, które nie jest głodne, posadzone na siłę przy stole i zachęcane do jedzenia będzie się czuło zmuszane i skorzysta z pierwszej sposobności, by uciec. A stąd już prosta droga do błędu, jakim jest ganianie malucha po domu z łyżką.

Nie osiągniemy tym sposobem nic prócz bałaganu. Stracimy tylko trochę nerwów, a w dziecku wykształcimy mechanizm uciekania przed posiłkiem. Musimy być świadomi, że nasz brzdąc nie jest w stanie skonstruować skomplikowanej wypowiedzi, że w danej chwili nie zje, bo nie jest jeszcze głodny, ale gdy zgłodnieje, to da znać.

Zanim zaczniemy panikować, że mamy w domu niejadka, zastanówmy się, jakie pokarmy i napoje dziecko przyjmuje, a także ile ich jest w ciągu doby. Warto się pokusić o założenie zeszytu i zapisywanie przez jakiś czas tego, co dziecko jadło i w jakich godzinach – wtedy nic nam nie umknie i po kilku dniach będziemy mieć sporo danych do analizy i wyciągnięcia wniosków.

Przekąska, posiłek, zapychacz

Często jest tak, że maluch podjada między posiłkami małe porcje różnych rzeczy (jabłuszko, chrupki, soczek marchwiowy, banan etc.), które z naszego punktu widzenia nie są posiłkiem, czytaj: śniadaniem, obiadem, podwieczorkiem albo kolacją. Dla nas to „tylko” przekąski, a dla dziecka zapychacze, które skutecznie zniechęcają go do siedzenia przy obiedzie czy kolacji. Szczególnie aktywne w proponowaniu takich dodatkowych smakołyków są niestety babcie – może to wynikać z przyzwyczajeń z dawnych czasów, gdy soczek i banan to były luksusy, a zdrowe dziecko prezentowało się jak z obrazów Rubensa.

Dziś, w czasach nadmiaru i żywności powszechnie dostępnej (szczególnie tej niezdrowej) powinniśmy się skupiać na tym, jak mądrze konstruować posiłki dziecku i go nie przekarmiać, zamiast obawiać się, że będzie płakało z głodu.

Uczucie sytości i głodu – niezbędne do prawidłowego rozwoju

Głód kojarzy się nam instynktownie z biedą, ciężkimi czasami, czymś złym. Kierując się pragnieniem przychylenia nieba, łatwo wpaść w pułapkę polegającą na tym, że nie dajemy dziecku szansy, by zgłodniało. A dla prawidłowego rozwoju malucha jest to niezbędne! Musi ono poznać zarówno uczucie sytości, jak i uczucie, że brzuszek jest pusty i domaga się jedzenia, aby w przyszłości prawidłowo interpretowało sygnały płynące z jego ciała.

Nie ma nic złego w tym, że dziecko przez pół godziny będzie głodne, bo na przykład właśnie wraca ze spaceru i będzie musiało zaczekać na podgrzanie zupki. Często jednak w takiej sytuacji troskliwa mama już w drodze do domu serwuje maluchowi bułkę, chrupki czy sok owocowy – żeby nie był głodny. Pół godziny później ta sama mama frustruje się przy próbach przekonania pociechy, żeby chociaż spróbowała obiadu. Gdy dziecko odmawia, w głowie mamy pojawia się natrętna myśl: moje dziecko jest niejadkiem.

 

 

anna-wojnoAnna Wojno
Mama propagująca z pasją świadome żywienie,
autorka audycji „Jedzenie ma znaczenie” w Radiu Bajka,
założycielka serwisu www.misiontek.pl

 

Więcej Artykułów Anny

Drodzy Czytelnicy, czekamy na Wasze komentarze. Piszcie na adres redakcja@blizejdziecka.com.